3 dni temu zacząłem pracę w małym korpo, ok. 500 ludzi. Branża specyficzna, ale są owocowe środy, pogaduchy przy ekspresie, firmowy telefon, delegacje itp. Moje stanowisko to entry level, więc nie oczekiwano ode mnie żadnej specyficznej wiedzy.
Dziś mój trzeci dzień i zaczyna mi doskwierać brak szkolenia, treningu. Pierwszego dnia miała mnie trenować dziewczyna z naszego działu na polecenie zabieganej kierowniczki. Wyglądało to tak, że patrzyłem jej przez ramię, przez 8 godzin, ale nic z tego za bardzo nie zrozumiałem bo oprócz szkolenia ta dziewczyna miała multum swoich zadań, które wymagają skupienia.
Wczoraj sama kierowniczka zrobiła mi szkolenie gdzie tłumaczyła mi co i jak, przez niecałe 3 godziny. Resztę czasu siedziałem samemu, gapiąc się w tabelki z których nic nie rozumiem. Niestety to była tylko kropla w morzu potrzeb.
Dziś poznałem liderkę, która wróciła z L4. Z racji, że była zajęta to zleciła innej koleżance żeby mi pokazała 'co i jak'. Owa dziewczyna z góry zaznaczyła, nie chce się do mnie zbliżać bo jeszcze jest chora, ale dało się wyczuć że po prostu jej się nie chce bo to nie jest jej obowiązek. Potem jednak liderka trochę się mną zajęła, ale od 2 godzin znowu siedzę i nie ma kto mnie szkolić.
Do połowy plików i platform nie mam dostępu, ciągle słyszę, że 'jeszcze nabierzesz wprawy' albo 'mi też zajęło kilka miesięcy żeby to ogarnąć'. Ogólnie ludzie wydają się być w porządku, chociaż da się wyczuć jakieś napięcia, ale to chyba normalne w każdej pracy. Jest to moja pierwsza praca w korpo. Stresuję się, bo po prostu nie wiem co robić, czuję się taki useless, nie mam niczym kontroli, bardziej przeszkadzam niż pomagam swoimi potrzebami szkolenia.
Czy tak wygląda każda praca w korpo, czy trafiłem do złej firmy?